Rozdrarty w ostatnim czasie między imprezami, ciągami powitań i pożegnań moich podróżujących przyjaciół, sam próbuję zdecydować się na jakieś akcje. Wiele się ostatnio pozmieniało. Oczywiste stało się, że skończył się jakiś rozdział mojego życia, a rozpoczął kolejny. Nie jestem jeszcze do końca przekonany jednak, jaki. Byłem jednak i jestem, od dłuższego czasu, zdecydowany, że będzie to rozdział pozytywnych zmian.

Na początku każdego rozdziału trudno jest napisać pierwsze słowo – tak zawsze było w mojej pracy. Od kilku lat podróżuje po świecie, pracując tu i tam, zatrzymując się na krótkie okresy, a przy okazji pisując reportaże do jednego z polskich czasopism. Bezwiednie pochłonięty wydarzeniami z Tajlandii, strajkami, opisałem swoje wrażenia, ale chęć powrotu do Polski była na tyle silna, że nawet się nie zorientowałem, kiedy pisałem ostatni artykuł na serwetce obiadowej w samolocie. Wiele się zmieniło odkąd ostatnio byłem w kraju. Domem rodzinnym stały się tymczasowe miejsca noclegowe, spotkane w drodze rodziny, Vanessa i jej przytulna kawalerska w centrum Panamy… Wracałem do domu po czterech latach tułaczki po świecie. Jedyną rutyną było to pisanie, pisanie artykułów z różnych miejsc, ale zawsze do jednej redakcji, w tym samym języku ojczystym.

Wracałem z powodu rodziców, których chciałem zobaczyć, dawno nie widzianych znajomych, którzy jeden po drugim znajdowali prace albo partnerów życiowych. Koleżanki zachodziły w ciąże, koledzy się oświadczali, a ja tylko przepakowywałem plecak, ruszając z kraju do kraju.