Gdy już nacieszyliśmy się z rodzicami tym nieoczekiwanym spotkaniem, postanowiłem odwiedzić kilku znajomych, zanim moi rodzice wymyślą nową serię dalszych pytań i tematów. Przez ostatnie lata, nie było mi dane utrzymywać polskiego telefonu, wszystkie kontakty utrzymywały się drogą mailową czy przez portale społecznościowe. Trudno uwierzyć, że gdyby nie internet, nie miałbym teraz pojęcia, jak moich znajomych odnaleźć. Nie wszyscy w końcu mieszkają w tych samych miejscach.

Udało mi się skontaktować z Maćkiem i to z nim umówiłem się na pierwsze, polskie piwo. Maciek był moim najlepszym znajomym jeszcze z czasów liceum, razem jeździliśmy autostopem, graliśmy w jednym zespole, na równi imprezowaliśmy i jako tako utrzymywaliśmy kontakty. Wiedziałem, że trochę pracuje, próbując pracę pogodzić ze studiami i muzykowaniem w weekendy. Zawsze miał wiele historii, był niezwykle aktywne. Spotkaliśmy się więc na mieście i przywitaliśmy, jakbyśmy byli braćmi. Byłem już całkowicie przekonany, że jestem w domu. Powoli opadała ze mnie maska turysty, coś się kruszyło.

Ta sama knajpa, co za czasów szkoły, tylko barmanka inna. Młodsza i ładniejsza niż poprzednia, którą zapamiętałem, wymachując jej ciągle dowodem osobistym gdzieś przed barowym kontuarem. Piwo było orzeźwiające, rozmowa gnała i skakała między tematami. Cały czas skakaliśmy od obrazków z podróży, poprzez podboje seksualne Maćka i jego karierę muzyczną, okraszoną koncertami po całej Polsce.