Dzień rozpoczął się lepiej niż mógłbym to sobie zaplanować. Piękna dziewczyna, z którą spędziłem przyjemną noc, dała mi numer telefonu, a dzień był promienny i ciepły. Bez względu na to, gdzie jestem lubię takie poranki, kto z resztą nie lubi. Udałem się na spacer, zahaczając o masę sklepów. Postanowiłem bowiem przygotować się lepiej do polskich warunków. I tak, jak w każdym kraju, który odwiedzam na dłużej, kupiłem kartę do telefonu, wymieniłem więcej pieniędzy i wstąpiłem do cukierni. Taki rytuał.

Najlepsze cukiernie na planecie ziemia, to temat artykułu, który mógłbym pisać przez całe swoje życie. W każdym mieście dogłębnie studiuję ofertę cukierniczą, zwiedzam piekarnie tak, jak niektórzy zwiedzają muzea. Jestem wybredny, pytam ekspedientki o wszystko, nawet, gdy brakuje mi języka w gębie. Kiedyś prowadziłem nawet pamiętnik, w którym zapisywałem oryginalne nazwy smakołyków nadając im oceny w skali liczbowej. Polski pączek wypadł stosunkowo dobrze, ale może dlatego, że i poranek miał wysoką notę. Późniejsza jagodzianka daleko się jednak miała do mistrzowskich wyrobów Serbów.

Serbskie smakołyki to jakiś raj niestworzony dla istot tak ułomnych, jak ziemianie! To prawdziwe bomby kalorii, z gęstymi syropami, skrywające w cieście najsmaczniejsze i kolorowe owoce. Ciasto wypieków aż kipi od tłuszczu, a jednym ciastkiem można się najeść równie efektywnie, co śląskim obiadem złożonym z dwóch dań.

Francuskie wypieki uchodzą za eleganckie, wszystkie wysublimowane, na kruchym cieście. Ale też drogie są te rarytasy. Dlatego też, świetnie odnalazłem się w Maroko. O boże, te same cudne wypieki, tyle, że większe i czterokrotnie tańsze. Do tego słodka, miętowa herbata i szok insulinowy. Po jednej wizycie w marokańskiej kafeterii miałem energię na cały dzień, jak małe, hiperaktywne dziecko. Ale tureckie i bułgarskie smakołyki były dla mnie za słodkie. Przy każdej próbie baklavy miałem wrażenie, że wypadną mi wszystkie zęby, jako pokuta za mój słodki nałóg.

Znowu zwiedzałem, siedząc w parku z drożdżówką, porównując w myślach słodkości i tworząc analizę ciastkarni wszystkich kontynentów, znowu zwiedzałem. Byłem prawdziwie nieuleczalnym przypadkiem podróżnika, choć siedziałem na ławce w parku, gdzie się wychowałem, marzycielsko patrząc w niebo.