Dzień drugi w domu

0

Dzień rozpoczął się lepiej niż mógłbym to sobie zaplanować. Piękna dziewczyna, z którą spędziłem przyjemną noc, dała mi numer telefonu, a dzień był promienny i ciepły. Bez względu na to, gdzie jestem lubię takie poranki, kto z resztą nie lubi. Udałem się na spacer, zahaczając o masę sklepów. Postanowiłem bowiem przygotować się lepiej do polskich warunków. I tak, jak w każdym kraju, który odwiedzam na dłużej, kupiłem kartę do telefonu, wymieniłem więcej pieniędzy i wstąpiłem do cukierni. Taki rytuał.

Najlepsze cukiernie na planecie ziemia, to temat artykułu, który mógłbym pisać przez całe swoje życie. W każdym mieście dogłębnie studiuję ofertę cukierniczą, zwiedzam piekarnie tak, jak niektórzy zwiedzają muzea. Jestem wybredny, pytam ekspedientki o wszystko, nawet, gdy brakuje mi języka w gębie. Kiedyś prowadziłem nawet pamiętnik, w którym zapisywałem oryginalne nazwy smakołyków nadając im oceny w skali liczbowej. Polski pączek wypadł stosunkowo dobrze, ale może dlatego, że i poranek miał wysoką notę. Późniejsza jagodzianka daleko się jednak miała do mistrzowskich wyrobów Serbów.

Serbskie smakołyki to jakiś raj niestworzony dla istot tak ułomnych, jak ziemianie! To prawdziwe bomby kalorii, z gęstymi syropami, skrywające w cieście najsmaczniejsze i kolorowe owoce. Ciasto wypieków aż kipi od tłuszczu, a jednym ciastkiem można się najeść równie efektywnie, co śląskim obiadem złożonym z dwóch dań.

Francuskie wypieki uchodzą za eleganckie, wszystkie wysublimowane, na kruchym cieście. Ale też drogie są te rarytasy. Dlatego też, świetnie odnalazłem się w Maroko. O boże, te same cudne wypieki, tyle, że większe i czterokrotnie tańsze. Do tego słodka, miętowa herbata i szok insulinowy. Po jednej wizycie w marokańskiej kafeterii miałem energię na cały dzień, jak małe, hiperaktywne dziecko. Ale tureckie i bułgarskie smakołyki były dla mnie za słodkie. Przy każdej próbie baklavy miałem wrażenie, że wypadną mi wszystkie zęby, jako pokuta za mój słodki nałóg.

Znowu zwiedzałem, siedząc w parku z drożdżówką, porównując w myślach słodkości i tworząc analizę ciastkarni wszystkich kontynentów, znowu zwiedzałem. Byłem prawdziwie nieuleczalnym przypadkiem podróżnika, choć siedziałem na ławce w parku, gdzie się wychowałem, marzycielsko patrząc w niebo.

Odkrywaj własne miasto

0

Jeszcze przed lustrem postanowiłem, że poświęcę swojej miejscowości wiele uwagi, studiując jej mieszkańców i rytm dzielnic. Badania terenowe nad własnym przypadkiem mogły okazać się pomocne przy poznaniu siebie.

W końcu opuściłem łazienkę i zacząłem zwiedzać dalej. Mieszkanie było senne, ale jaśniało w promieniach porannego słońca. Czułem się bajecznie. Zrobiłem kawę i postanowiłem obudzić swoją gospodynię i partnerkę. Faktycznie, poznałem ją dopiero wczoraj. Normalnie się tak nie zachowuję, nie przepadam za seksem z nieznajomymi, krępuje mnie to. Ale to chyba obecność Maćka, i ten cały powrót, i te całe emocje wieczoru sprawiły, że stało się tak, jak się stało. A może po prostu nie chciałem spać u rodziców i czuć się jak syn? Wypadłem nieco z tej roli przez ostatnie lata.

Delikatnym muśnięciem, pocałunkiem w ramię, obudziłem swoją partnerkę, która powitała mnie pięknym, naturalnym uśmiechem. O jezu, ależ to był uśmiech! Uśmiech, dla którego warto wstawać , warto się budzić, warto żyć. Przeciągnąłem dłoń przez jej długie kasztanowe włosy, i przewrotnie przedstawiłem się z imienia i nazwiska, proponując kawę. Uśmiech utrzymywał się na jej twarzy. Z Kasią spędziłem czas cały poranek, była nieco starsza ode mnie, ułożona i zdziwiona tym, że zaprosiła na noc nieznajomego przybłędę. Ale wciąż zadowolona z tej spontanicznej decyzji. Wkrótce jednak musiała iść do pracy i zgodziła się odprowadzić. Przeszliśmy razem pieszo przez trzy osiedla, szare i jednakowe, i żałowałem, że ta droga minęła nam tak szybko. Jej biuro, biuro architektoniczne, gdzie pracowała znajdowało się w ruchliwym centrum miasta. Stąd miałem wiele opcji na poznanie miasta na nowo. Numer telefonu zapisała mi na ręce, nie miałem bowiem przy sobie nic, poza portfelem i paszportem.