Wciąż jak turysta

0

Obudziłem się nad ranem w obcym mieszkaniu. W obcym łóżku, pachnącym obcym zapachem, obok ledwo poznanej kobiety, koleżanki Maćka. W pokoju nie znajdowało się absolutnie nic znajomego oprócz geometrii ścian. W łazience stanąłem przed lustem i spotkałem tego turystę, który towarzyszył mi przez całe moje życie. Każdego dnia był on starszy, co kilka dni w nowym miejscu. Znowu nim byłem. Choć na własnym terenie, nic nie zmieniło się z mojej rutyny podróżnika.

Od początku roku spałem w blisko 17 łóżkach, na 43 sofach, w 11 krajach. Kilkanaście nocy spędziłem pod gołym niebem, a więc bez łóżek i luster, jedynie z hamakiem i szumem oceanu. Ale czy miejsce do spania określa je jako dom? Co właściwie sprawia, że miejsce nazywamy domem?

Przez pewien czas mieszkałem w Bośni i nazywałem swoją chatkę domem. Była drewniana, z kamiennym piecem, który szybko rozgrzany wypełniał całe pomieszczenienie ciepłem. Na łóżku i na podłodze były skóry zwierząt. Chatka otoczona była innymi, jej podobnymi, a cała wioska znajdowała się w lesie. Była to mała, artystyczna komuna, zapraszająca turystów i harcerzy na wypoczynek. Chatkę można było wynająć za 200 złotych na miesiąc, ale dla mnie była bezcenna. Spędziłem tam sporo czasu pracując nad książką, której pewnie nigdy nie wydam. Opis niektórych podróży wydał mi się zbyt intymny by się nim dzielić z anonimowym podróżnikiem.

Stałem jednak w obcym mieszkaniu przed lustem, patrząc w swoje własne odbicie. Na mojej twarzy malował się łobuzerski uśmiech, a w oczach plan na cały dzień.

Postanowiłem, że spędzę go lepiej poznając ludzi i miasto. Skoro potrafię jedynie być podróżnikiem, będę robić to, co potrafię robić najlepiej.

 

Dawno nie widziany brat

0

Maciek prowadził równie intensywne życie, nawet wydaje mi się, że bardziej. O ile ja prezentowałem się zawsze jako świetny obserwator spragniony ciekawych historii, on takie tworzył. Stale głodny wrażeń, zupełnie pozbawiony granic, szalony, przezabawny i charyzmatyczny osobnik. Miał duszę eksplorera, a kategoria odkryć była bez znaczenia. Bez skrępowania opowiadał o swoich podróżach, kobietach, koncertach i wyskokach, jednocześnie marginalnie wspominając o tym, co każdy normalny człowiek nazwałby życiem. Studia szły mu gorzej, równie kiepsko, co praca, ale wydawać, by się mogło, że nie było to specjalnie istotne. Pewnie z resztą, w sztywnej roli społecznej mój nowy brat udusiłby się z nudów. Ja chyba także… ale wtedy jeszcze się nad tym nie zastanawiałem.

Siedząc razem przy stoliku, stawało się coraz później, a do naszej dwójki dosiadało się coraz więcej osób. Zrobiło się przesympatycznie, gdy starzy znajomi ze szkolnych lat rozpoznawali we mnie kogoś bliskiego, przytulasom, piątkom i buziakom nie było końca. Niektórzy przysiadali się, by posłuchać w milczeniu jakieś opowieści, inni siadali, by zasypać mnie lawiną „jakbyło, cosłychać, kopęlat, gdzieśtysiępodziewał albo icotyterazbędzieszrobił“. Odpowiedzi były już mniej istotne. Zacząłem czuć we krwi szalony pęd, kuszący do dalszych dysput i zamówien przy barze. A do Maćka zaczęły się przyklejać pojedyncze lub parami przychodzące koleżanki i piękne nieznajome, co muszę przyznać podobało mi się coraz bardziej.

Spędziliśmy cudzowny wieczór w pubie, to było piękne powitanie, a komitet powitalny był zaskakujący i przechodzący wszelkie oczekiwania.